Ta cała służba zdrowia, szpitale, lista leków refundowanych, ośrodki zdrowia, NFZ, rzecznik praw pacjentów, ministerstwo zdrowia itd. itd., są po to, żeby pod pretekstem leczenia wydusić z nas pieniądze.
(Obok: Aleksander Poroh, Kopia Krzyku Edwarda Muncha)
Ostatnio zaniedbywałem wrzucania na stronę nie tylko artykułów, ale i krótkich komentarzy, a to dlatego, że byłem niezdrów. Zresztą, co z tego, że człowiek pisze te różne teksty, skoro i tak sytuacja w Polsce staje się z dnia na dzień coraz gorsza.
Jak kiedyś pisałem, mimo, że poszedłem zarejestrować się do Urzędu Pracy, to jednak obawiam się pójść do medyka, a to dlatego, żeby mi nie dosolili jakichś z księżyca wziętych kosztów, jakie to niby służba zdrowia ponosi z tego powodu, że ktoś udał się do medyka, a składki za niego nie opłacał ani on sam, oni pracodawca, ani urząd pracy. Dostałem bowiem ze wspomnianego urzędu, aż dwa pisma: w jednym napisali, że zostałem zarejestrowany, a w drugim, z późniejszą datą, że zostałem wykreślony spośród osób bezrobotnych. Pozostało mi więc leczenie się w sposób tradycyjny. Jeszcze trochę i w razie choroby zacznę odwiedzać owczarza, żeby mi choroby zamówił, tak jak czynili ludzie sto, dwieście i pięćset lat temu. Nie ma co, w Unii Europejskiej postęp przybiera zastraszające rozmiary! Proponuję, żeby urząd pracy zatrudnił jeszcze więcej nierobów do przekładania kartek z lewej strony na prawą, a z prawej na lewą, dzięki czemu może dostałbym i trzecie pismo, które by mi w końcu coś wyjaśniło. A w dodatku bezrobocie by się zmniejszyło. Ale mniejsza z tym.
Bo tak właściwie, to co mi da to, że pójdę do medyka? Oczywiście, że nic. Bo jaki interes ma lekarz, albo lekarka w tym, żeby mnie wyleczyć? Naturalnie, że żaden. Pensję dostają niezależnie od tego czy mnie wyleczą czy ukatrupią. Odwiedzenie więc medyka niczego nie gwarantuje. A swoją drogą podobno Rzecznik Paw Pacjenta, czy jakaś inna cholera pasąca się za nasze podatki, dostaje mnóstwo skarg od pacjentów, że lekarze są gburowaci, burczą coś sobie pod nochalami i niczego nie można się od nich dowiedzieć o swoim stanie zdrowia. Wiem, że takie przypadki zdarzają się, bo sam się z tym kiedyś spotkałem. Przeglądałem też kiedyś regulamin jednego ze szpitali zbudowanego za „pieniądze Unii Europejskiej” i wynikało z niego, że lekarz nie ma obowiązku informować pacjenta o jego stanie zdrowia, no chyba, że pacjent ma szczęście mieć mniej niż 18, czy 16 lat! A gdzie wybór lekarza, a gdzie prawo do konsultacji z innym lekarzem, a gdzie prawo do wyboru kuracji?! Widać więc, że dla urzędników nasze zdrowie przestało być naszą sprawą. Najgorsze, że nie wiadomo, czy urzędnik z NFZ pozwala takie, a takie przypadki leczyć, czy tylko nakazuje zachować pozory leczenia, aby delikwent bez oporów, zbędnego zamieszania, estetycznie, bez krzyków i dramatycznych scen a przede wszystkim tanio zszedł z tego świata. Zupełnie tak jak w Auschwitz, gdzie stał na bocznicy kolejowej esesman i nie pytając nikogo o nic rozdzielał, kto nadaje się do pracy (czyli na kim państwo może jeszcze zarobić), a kogo należy szybko i tanio zabić, bo do pracy się nie nadaje. I aby zachować dużą „wydajność” w mordowaniu ludzi esesmani stwarzali pozory, że komory gazowe to tylko łaźnie.
A tymczasem ta kreatura co porasta łojem w fotelu rzecznika praw pacjenta wymyśliła w swoim skromnym umyśle, że trzeba na studiach medycznych dodać zajęcia, na których przyszli medycy uczyliby się rozmawia z pacjentem! Tak krawiec kraje jak mu materii staje – mówi przysłowie. Ten cały rzecznik pewnie nie wie, że gdy się przyjdzie z tzw. prywatną wizytą, to lekarze od razu są uśmiechnięci, kompetentni, komunikatywni i nawet w kolejce nie trzeba czekać! Kiedyś złamał mi się ząb. Byłem przyjęty przez dentystkę pewnie godzinę po rozmowie telefonicznej z dentystką i po kilku, kilkunastu minutach po przyjściu do poczekalni, bez rejestrowania się, bez zaświadczeń, bez bab w okienku, bez patrzenia na mnie jak na kogoś, kto jest intruzem i przeszkadza w pracy. Zapłaciłem oczywiście za wizytę. Ząb trzyma się dzielnie do dziś.
I szczerze mówiąc, gdybym ponownie zachorzał to wolałbym zapłacić, żeby lekarka (bo mając wybór wybrałbym lekarkę niż lekarza!) przyjechała do mnie do domu, zbadała mnie, przepisała medykamenty niż przedzierać się przez upokarzające „procedury” „nieodpłatnej służby zdrowia”: najpierw trzeba się zarejestrować, oczywiście można zostać przyjętym dopiero za dwa lub trzy dni od rejestracji. Podobno można wyżebrać wcześniejsze przyjęcie, ale nie mam zwyczaju żebrać u gówniary, która tam robi nie wiem za kogo, pielęgniarkę, urzędniczkę, babę do zbywania pacjentów czy plotkarę? Później trzeba pomimo mrozu, wiatru, dowlec się do tzw. ośrodka zdrowia, czekać na dziadowskim korytarzyku wśród innych chorych (dziękuję, mam już swoje przeziębienie, grypę czy coś tam, nowego choróbska nie potrzebuję), a jak bym miał np. syfilis to zaraz dzięki tym babom co tam zawiadują kartoteką, wiedziałoby o tym pół mieściny. A medycy jak to medycy, płaci im NFZ czy coś podobnego, a nie pacjent więc jeśli starają się leczyć ludzi to chyba z przyzwoitości, współczucia, albo nudów. Ale są też tacy, którzy pytają pacjenta jakie lekarstwo przepisać, a pacjentowi, który nie wie na co jest chory trudno odgadnąć jaki medykament mu pomoże. To niestety autentyczny przypadek z mieściny, w której mieszkam. Jak więc widać wizyta u lekarza, któremu nie płaci pacjent, ale np. NFZ wcale nie gwarantuje, że zaproponowana przez niego kuracja będzie bardziej skuteczna niż np. czosnek, wódka, albo nacieranie się maścią z psa, bo lekarz nie ma żadnego interesu w wyleczeniu pacjenta! Dlatego dziękuję tym wszystkim lekarzom, którzy leczą ludzi, zamiast dla żartu wszystkim chorym przepisywać np. codzienne zażywanie doustne kilograma maści na odciski.
Władze zadbały, żeby ludzie nie mieli tak dobrze, jakby chcieli. Bo kto to widział, żeby pacjenci płacili lekarzom za leczenie zamiast korzystać z dobrodziejstw państwowej służba zdrowia! Centrum im Smitha opublikowało kiedyś raport, z którego wynikało, że stopień zamożności bądź biedy zależy tylko od jednego czynnika: od obowiązującego prawa. Więc za tą biedę, w której żyjemy, w środku Unii Europejskiej, możemy podziękować rządzącym. Władze dbają, żeby ludzie nie mieli za dużo pieniędzy, jak ten żydowski bankier z Ziemi obiecanej Władysława Reymonta - Grosglik, który pracownikom proszącym o podwyżkę wyjaśnił, że jak będą zarabiać więcej pieniędzy to nic dobrego to nie przyniesie, jeden straci pieniądze na loterii, drugi kupi kapelusz żonie itd., więc podwyżki im nie dał. Co więcej, kazał swoim pracownikom płacić za gaz, który zużywali w godzinach pracy na gotowanie herbaty. Więc niestety, raczej nie stać mnie na tzw. prywatne wizyty medyków.
Wniosek z tego wszystkiego jest taki, że ta cała służba zdrowia, szpitale, lista leków refundowanych, ośrodki zdrowia, NFZ, rzecznik praw pacjentów, ministerstwo zdrowia itd. itd., są po to, żeby pod pretekstem leczenia wydusić z nas pieniądze. Gdyby było inaczej, to np. urzędników w NFZ byłoby jak na lekarstwo i tak często nie słyszelibyśmy o zbiórkach pieniędzy, aby sfinansować dla chorego kurację, której finansowania doktorzy Mengele, czyli urzędnicy NFZ, nie uważają za potrzebną, oczywiście w przeciwieństwie do pacjenta, który przez pół życia płacił składki zdrowotne. Ale już pisałem, że Żydów w niemieckim obozie Auschwitz o zdanie nikt nie pytał, tak jak i nas w III RP nikt o zdanie nie pyta.
I stąd prośba o wsparcie finansowe dla kilkunastoletniej dziewczyny, która straciła w wypadku nogi. NFZ nie przewiduje dla niej porządnych protez w przeciwieństwie do pensji i premii dla urzędników NFZ, ministerstwa zdrowia, rzecznika praw pacjenta i stada nierobów zatrudnianych przez ten urząd i tak dalej i tak dalej. W telewizorze mówili, że w zbiórkę pieniędzy zaangażował się m. in. fan club FC Liverpool. Fan club na swojej stronie zamieścił link do strony za pośrednictwem której można wpłacić pieniądze (www.siepomaga.pl/r/lfcpolskadlaewy). Proszę informacje tam zawarte potraktować jako dodatkowe wiadomości o potrzebującej i nieszczęściu, zaznaczam, że nie reklamuję tego serwisu, ani też nie biorę odpowiedzialności za jego uczciwość. Siedziałem chwilę przy komputerze i nie znalazłem sposobu przekazania pieniędzy tak, aby cała wpłacona suma została spożytkowana na potrzeby poszkodowanej. Może jednak ktoś obmyśli jakiś fortel, a może warto poświęcić część sumy, w końcu każda wpłata to ryzyko, kto wie, co się z tymi pieniędzmi później dzieje. W tej całej tak bardzo reklamowanej Wielkiej Orkiestrze Owsiaka też czasem zbierający dobierają się do skarbonek, ale ludzi to nie zniechęca do przekazywania datków. Trzeba próbować sobie nawzajem pomagać, bo przecież oni nam nie pomogą.

To uporczywe wmawianie nam, że najważniejsze jest to czy będzie świeciło słonko czy padał deszczyk, przed kolejną rocznicą uchwalenia Konstytucji 3 Maja może wskazywać, że oni chcą, aby dywagacje o pogodzie zastąpiły refleksję nad stanem państwa
Zaistniały widać jakieś zagadkowe nowe okoliczności przyrody.
Kabaret przy tym to wysiadka:))
Gdyby urzędnik rządu Kaczyńskiego wykazał się taką indolencją
to skandal był by rozdmuchany na ogromną skalę .
A tu cisza:)))
http://www.blogpress.pl/node/11722
Stanisław Michalkiewicz określił to mianem Narodowego Programu Eutanazji.
Zupełnie jak w tragifarsie pt. "Ustawa mengelizacyjna":
"Całej widowni zaś, czyli pacjentom, autorka i reżyser przydzielili rolę bezwolnego stada baranów, zgodnie beczącego na każdy kolejny odgłos dzwonka, zwisającego Przewodnikowi Stada, który dzwoni zawsze wtedy, gdy Pierwszy Baran Trzeciej RP potrząsa potakująco głową. Im bliżej strzyżenia, tym częściej dzwonek dzwoni a oni głośniej beczą i idą ufnie za Pierwszym Baranem do pawilonu z napisem "Żeźnia" - wierząc do końca, że jest absolutnie niemożliwe aby żeźnia była rzeźnią. Nawet stojący obok drogi, tuż przy bramie z napisem "Beczenie czyni wolnym", okazały fastfood, polecający tanie, świeże i smaczne kebaby, nie wywołuje żadnej refleksji."
http://normalny.nowyekran.pl/post/47246,tragifarsa-pt-ustawa-mengelizacyjna
"A tymczasem ta kreatura co porasta łojem w fotelu rzecznika praw pacjenta wymyśliła w swoim skromnym umyśle, że trzeba na studiach medycznych dodać zajęcia, na których przyszli medycy uczyliby się rozmawia z pacjentem!"
Kreatura musi zawsze stać w jednym szeregu z POzostałymi kreaturami:
"RPP, Krystyna Kozłowska, zachęcając pacjentów do donoszenia na lekarzy i aptekarzy, stanęła po stronie rządu i NFZ, dezinformując jak m.in. min. Arłukowicz, prezes Paszkiewicz, wicemin. Haber ..."
http://normalny.nowyekran.pl/post/46455,rzecznik-praw-pacjenta-przeciwko-pacjentom-lekarzom-i-aptekarzom
"Gdyby było inaczej, to np. urzędników w NFZ byłoby jak na lekarstwo i tak często nie słyszelibyśmy o zbiórkach pieniędzy, aby sfinansować dla chorego kurację, której finansowania doktorzy Mengele, czyli urzędnicy NFZ, nie uważają za potrzebną"
Ewa Kopacz i jej następca oraz wierny wykonawca Bartosz Arłukowicz a także prezes NFZ Jacek Paszkiewicz, udowodnili, że pisanie o "polskich obozach koncentracyjnych" już niedługo nie będzie błędem ... Wystarczy pisać o o jednym Polskim Obozie Koncentracyjnym a już nie mijamy się z prawdą - rząd Tuska od 1 stycznia 2012 rozpoczął szybką jego budowę.
http://normalny.nowyekran.pl/post/46088,minister-arlukowicz-przyszedl-na-obrady-na-prochach
Nie wiem, czy to nie jakiś cud, ale filmik z podanego przez Ciebie linka, nie chce ruszyć.
Ale to nie problem, gdyż słyszałem to od razu, gdyż chłopaki z TOK FM często w tamtym dniu powtarzali "rozmowę".
Tu jest część rozmowy oraz stenogram:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,11163991,_Przepraszam__nie_rozumiem_pytania___Kuriozalny_wywiad.html
Kolejny już raz potwierdziło się, że "Jaki Pan taki kram" i skoro minister zdrowia okazał się kompletnym kłamcą i kretynem, to trudno wymagać, by stanowisko rzecznika ministerstwa zdrowia mógł objąć ktoś bardziej rozgarnięty ... choć również o "gołębim" sercu.
To dziwne bo u mnie otwiera się bez problemu.
Miałam jeszcze raz wklepać ale to nie ma sensu bo chodzi dokładnie o ten sam materiał który Ty wkleiłeś.
Za cud uważam to że Adaś w swoim imperium zaczyna łamać tabu jakim była dotychczas oczywista dla przeciętnego zjadacza chleba niekompetencja tuska i jego ferajny.
Do tej pory Mainstream trzymał głowę w piasku i robił wszystko żeby to przykryć.
Coś się pod stołem szykuje , zobaczymy już nie długo o co chodzi.
Mądrość etapu jak widać wymaga zmian :)))
Pensję dostają za to, że ukatrupią, dokładnie, większość lekarzy w prywatnych publicznych ZOZach jest na układach kontraktowych - z własnej pensji opłaca badania, jakie zleca, co więcej, we wrocku jest taki ZOZ, w którym lekarzom potrącają koszty badań z marżą, a jest ona taka, że badanie kosztuje 100% więcej niż w labie uspołecznionym.
Właśnie po to były prywatyzacja służby zdrowia. Dla cwaniaków podwyższających koszty leczenia i zmuszających lekarzy do bogacenia się kosztem pacjentów.
No i oczwiście, każdy lekarz żyje z chorego pacjenta, a nie zdrowego obywatela. Im dłużej utrzyma pacjenta w chorobie, tym więcej z niego wyciągnie. Jak zrobi to umiejętnie, to pacjent się nie zorientuje, jeśli nie, to przyjdzie nowy od lekarza, do którego poszedł ów zawiedziony.
zapłacę za polecenie dentysty we wrocku jak za wizytę, tyle, że polecenie musi się wiązać z odpowiedzialnością za nie.
pozdrawiam.
ale zdecydowanie !, pragnę przypomnieć że: "patent" użycia paraboli "Mengele" (Arłukowicz-Mengele, Kopacz-Mengele) jest moim autorskim pomysłem..."
A ja - również z pewną nieśmiałością - przyznam, że nie znałem Twojej wypowiedzi (lub nie pamiętałem), gdy pisałem:
http://normalny.nowyekran.pl/post/47246,tragifarsa-pt-ustawa-mengelizacyjna
Ale kłócić się nie będę, więc podpisuję się pod Twoim patentem ...
Pozdrawiam
Działania "rodziny" Mengele-xxx służą do przejęcia rynku medycznego i farmaceutycznego w całej POlsce prze dwie góra cztery duże korporacje należące do kogo trzeba (to chyba nazywa się mafia ?), w ciągu 5 - 10 lat. Eksterminacja Narodu jest tu tylko skutkiem UBOCZNYM, nawet nie wiadomo czy zamierzonym !
Przed wojną aby to NIE BYŁO możliwe aptekę mógł mieć (1 szt.):
1. farmaceuta 2.małoletnia sierota po farmaceucie do 18 roku życia lub do ukończenia studiów farmaceutycznych - syn, a do zamążpójścia - córka 3. wdowa po farmaceucie do śmierci, lub do ponownego zamążpójścia, 2 i 3 musieli zatrudniać dyplomowanego farmaceutę jako kierownika ! I jak ktoś już został farmaceutą z apteką, to mógł być spokojny nawet po śmierci o los swojej rodziny i nie interesowały go jakieś drobne przekręty .it.p. , bo to mu się nie opłacało !
PROSTE ? a urzędników było wtedy 10x mniej !